Cinque Terre w jeden dzien
Monika Suchoszek
Podczas naszej podróży do Włoch i pobytu w La Spezii poświęciliśmy jeden pełny dzień na odkrywanie kolorowych, nadmorskich wiosek położonych na północnym wybrzeżu Morza Liguryjskiego, wpisanych na listę UNESCO - Cinque Terre. Postanowiliśmy w jedną stronę podróżować promem, zatrzymując się w kilku miasteczkach, a następnie wrócić pociągiem z ostatniej miejscowości, aby jak najlepiej wykorzystać ten jeden dzień. Podróż pociągiem jest znacznie szybsza niż rejs promem, ale nie chcieliśmy całkowicie rezygnować z odkrywania tego regionu z perspektywy morza. Takie zwiedzanie wymaga precyzyjnego planowania, w każdej miejscowości mieliśmy ściśle określoną ilość czasu, tak aby zdążyć na kolejne połączenie promowe i dotrzeć do następnej miejscowości. Nie mogliśmy sobie pozwolić na żadne opóźnienia, ponieważ wtedy cały plan dnia musiałby się zmienić, połączenia promowe były zazwyczaj co godzinę z każdej miejscowości.
Rozpoczynając w La Spezii, odwiedziliśmy Porto Venere, następnie Riomaggiore, Vernazzę oraz na końcu Monterosso al Mare, podziwiając spektakularne klify, urokliwe porty, średniowieczne kościoły, punkty widokowe, a nawet piaszczyste plaże. Podróżowanie z dzieckiem i wózkiem było dla nas dodatkowym wyzwaniem logistycznym, dlatego w tym przewodniku dzielę się nie tylko dostępności poszczególnych miejsc dla rodzin z wózkiem, ale także naszymi przemyśleniami dotyczącymi liczby turystów w październiku, czyli pod sam koniec sezonu. Więcej praktycznych informacji na temat naszego pobytu we Włoszech znajduje się w osobnym wpisie link tutaj.
Porto Venere było naszym pierwszym przystankiem po opuszczeniu La Spezii. Nadmorska sceneria w drodze do tej miejscowości była przepiękna, minęliśmy bazę wojskową (Porta Marola, Arsenale Marina Militare) oraz obrzeża miasta, zanim krajobraz stał się bardziej surowy i dramatyczny. Widok kolorowych domów wyłaniających się w oddali z pokładu łodzi był idealnym wprowadzeniem do Cinque Terre.

Mieliśmy tylko godzinę na zwiedzanie tej miejscowości, więc od razu skierowaliśmy się do słynnego kościoła św. Piotra (Chiesa di San Pietro). Zbudowany w XIII wieku, stoi dumnie na skalistym cyplu z widokiem na morze. To naprawdę zachwycające miejsce, zarówno ze względu na charakterystyczną czarno-białą, pasiastą fasadę, jak i spektakularne położenie na klifie.

Tuż obok można podziwiać zapierające dech w piersiach widoki z punktu widokowego Promontorio dell’Arpaia, często opisywanego jako „naturalny balkon” nad Morzem Liguryjskim. Rozciąga się stąd panorama na poszarpane wybrzeże, odległe góry i łodzie zbliżające się do portu. Kontrast między ciemnymi skałami a turkusową wodą od razu przyciągnął naszą uwagę. Po zewnętrznej stronie murów, prowadzących w stronę kościoła, znajduje się ścieżka, którą można podejść bliżej morza. Trzeba jednak zachować ostrożność, skały są bardzo śliskie, nawet w suchy dzień. Wydaje mi się, że to również miejsce, w którym ludzie kąpią się w morzu, ponieważ przy płaskim betonowym bloku widzieliśmy łagodne zejście do wody.
Naszym kolejnym przystankiem był kościół św. Wawrzyńca (Chiesa di San Lorenzo), romańska świątynia położona nieco powyżej portu. Panuje tam spokojniejsza atmosfera niż przy San Pietro, ale nie ma się co dziwić, gdyż kościół otoczony jest innymi budynkami i nie znajduje się na wietrznych klifach nad morzem. Stamtąd udaliśmy się do Zamku Doria (Castello Doria), który góruje najwyżej nad miastem. Podejście wymaga pokonania sporej liczby schodów, ale widoki z góry są tego warte. Z tarasów można podziwiać cały port, kolorowe domy i bezkresny, błękitny horyzont. To bardzo relaksujące miejsce, otoczone zielenią, znacznie mniej zatłoczone niż okolice portu. Wstęp kosztuje 5 €, ale nie mieliśmy wystarczająco dużo czasu, aby wejść do środka.
Zejście z zamku było nieco trudniejsze do odnalezienia, chcieliśmy jak najszybciej znaleźć się w porcie, więc podążaliśmy wąskimi uliczkami w dół, nie do końca widząc, gdzie prowadzą. Wreszcie dotarliśmy do Via Giovanni Capellini, głównej ulicy handlowej prowadzącej do bramy miejskiej Porta del Borgo, w pobliżu portu. Podejście do zamku było bardzo strome, więc musieliśmy złożyć wózek, tak samo jak w drodze powrotnej. Na szczęście mieliśmy wózek typu parasolka, który jest stosunkowo łatwy do noszenia po schodach. W innym przypadku nosidełko byłoby zdecydowanie lepszą opcją. Wskazówka dla osób podróżujących z wózkiem: do kościoła San Pietro można bez problemu dojść z portu główną ulicą handlową, natomiast dotarcie do zamku z rozłożonym wózkiem jest praktycznie niemożliwe, chyba że wybierze się bardzo okrężną drogę ulicami.
Porto Venere jest również punktem startowym jednego z najsłynniejszych szlaków pieszych w okolicy, Sentiero 1 trail w kierunku Riomaggiore. Całe wybrzeże to prawdziwy raj dla wędrowców, oferujący spektakularne trasy wzdłuż klifów i panoramiczne widoki. Bardzo chcielibyśmy tu kiedyś wrócić i przejść cały ten szlak.
Kolejnym przystankiem było Riomaggiore, gdzie ponownie mieliśmy godzinę na zwiedzanie. Nasz prom przybił do brzegu z boku wioski, więc początkowo nie zobaczyliśmy słynnego portu. Po minięciu ogromnego tłumu czekającego na wejście na pokład naszego promu nagle ukazał się nam widok, który był absolutnie oszałamiający! Mała marina, otoczona wysokimi, kolorowymi domami „przyklejonymi” do stromych klifów, wyglądała dokładnie jak z pocztówki. Riomaggiore jest często opisywane jako najbardziej dramatyczna z wiosek Cinque Terre ze względu na swój wręcz pionowy układ domów i wąskie uliczki pnące się stromo pod górę. Od razu zostawiliśmy nasz wózek przy wejściu do wypożyczalni kajaków (za zgodą właścicieli), ponieważ ulica niemal od początku prowadziła stromo pod górę, a w oddali było widać już pojedyncze schody. Wioska pełna jest uroczych, pastelowych domów z zielonymi okiennicami i praniem rozwieszonym między budynkami, to kwintesencja liguryjskiego krajobrazu.

Odwiedziliśmy to miejsce w październiku, a mimo to miasteczko było pełne ludzi. Mogę sobie tylko wyobrazić, jakie tłumy panują tu w miesiącach letnich. Riomaggiore to jedno z najczęściej fotografowanych miejsc w Cinque Terre. Udaliśmy się pod górę główną ulicą w stronę kościoła św. Jana Chrzciciela (San Giovanni Battista) z 1340 roku. Okolice świątyni były wyraźnie spokojniejsze i mniej zatłoczone. Z placu przed kościołem można podziwiać piękny widok na dachy domów i morze w oddali.
Następnie wspięliśmy się nieco wyżej, aby zobaczyć Castello di Riomaggiore, XIII-wieczny zamek zbudowany w celu obrony wioski przed atakami piratów. Panoramiczny taras w pobliżu zamku oferuje wspaniałe widoki na wybrzeże oraz zabudowę miasta poniżej. Wróciliśmy do portu krótszą, ale bardziej stromą ścieżką prowadzącą po schodach. Mając około 20 minut do kolejnego połączenia promowego, usiedliśmy na skałach tuż przy wodzie. Było zaskakująco gorąco, gdyż otaczające wzgórza skutecznie osłaniały nas od wiatru. Port jest również popularnym miejscem startowym dla kajakarzy, można tutaj wypożyczyć kajak i popłynąć wzdłuż klifów, odkrywając ukryte zatoczki oraz kąpiąc się w krystalicznie czystej wodzie. Wydaje się to jednym z ciekawszych sposobów na poznanie Cinque Terre z innej perspektywy, z dala od zatłoczonych uliczek i promów. Woda była niesamowicie przejrzysta i pięknie mieniła się w słońcu. Mimo tłumów chwila spędzona nad morzem była niezwykle relaksująca.
Vernazza była naszym kolejnym przystankiem, gdzie zaplanowaliśmy dwugodzinną przerwę, co okazało się idealnym pomysłem, gdyż mogliśmy zatrzymać się na relaksujący lunch. Po raz pierwszy tego dnia nie musieliśmy się spieszyć. Zaskoczyło nas, jak stosunkowo płaski jest teren przy porcie, zupełnie inaczej niż w Riomaggiore. Mały, naturalny port, kolorowe domy i łodzie rybackie tworzą kolejną malowniczą scenerię, ale znacznie spokojniejszą, pomimo równie dużej liczby turystów.
Zjedliśmy szybki lunch w Bottega Visconti 1973. Jedną z rzeczy, do których wciąż nie mogliśmy się przyzwyczaić, jest to, że we Włoszech palenie jest dozwolone w ogródkach restauracyjnych. Ponieważ kilka osób paliło na zewnątrz, zdecydowaliśmy się usiąść w środku. Ostatecznie okazało się to dobrym wyborem, gdyż mogliśmy dokładnie obejrzeć wszystkie świeże lokalne produkty, z których przygotowywane jest jedzenie. To miejsce oferuje świeżo przygotowywane bruschetty, focaccię i inne przekąski, idealne na szybki lunch. Po przerwie ruszyliśmy Via Roma, główną ulicą wioski, mijając okolice stacji kolejowej, która była całkowicie zatłoczona. Vernazza to jedna z najpopularniejszych miejscowości w Cinque Terre. Gdy zauważyliśmy, że powoli opuszczamy centrum, skręciliśmy w mniejszą uliczkę Via Brigate Partigiane i zaczęliśmy wędrować wąskimi przejściami w stronę kościoła św. Małgorzaty Antiocheńskiej (Chiesa di Santa Margherita di Antiochia), który znajduje się przy porcie. Domy w tej części miasta stoją tak blisko siebie, że rozkładając ręce, można niemal dotknąć dwóch budynków jednocześnie. Chodzenie w tym labiryncie wąskich uliczek było ciekawym doświadczeniem, więc warto się tam na chwilę po prostu zgubić. Sam kościół, zbudowany z kamienia, ma surową, ale elegancką formę, a jego dzwonnica jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli Vernazzy, gdyż widoczna jest zaraz po wpłynięciu do portu.
Po wizycie w kościele rozdzieliliśmy się, część z nas wspięła się do Castello di Vernazza (Zamek Doria), podczas gdy reszta została z córką na ławce przy świątyni. Ścieżka prowadząca do zamku przypomina stromy labirynt wąskich uliczek, bardzo urokliwy, ale wymagający odcinek! Po około 10 minutach wspinaczki dotarliśmy do wejścia. Widok z góry był spektakularny, można stąd zobaczyć wybrzeże po obu stronach miasteczka, a u naszych stóp rozciągał się widok na miasto poniżej. Zamek Doria został zbudowany przez potężną rodzinę Doria, aby chronić wioskę przed atakami piratów. Dziś główną zachowaną strukturą jest cylindryczna wieża strażnicza (Torre Doria). Nie należy się spodziewać klasycznych „wnętrz zamkowych”, to przede wszystkim mury obronne i wieża. Miejsce to słynie jednak z wyjątkowego położenia. Z góry doskonale widać tarasowe winnice na okolicznych wzgórzach, gdzie produkuje się słynne lokalne wina Cinque Terre.

Nadszedł czas, aby udać się do naszego ostatniego celu, Monterosso al Mare. Miasto dzieli się na dwie wyraźne części: stare miasto (Borgo Antico) oraz nowszą część (Fegina). Nasz prom zatrzymał się w małym porcie w starej części miasta.

Obie części połączone są tunelem dla pieszych wykutym w skale, tunel Fegina. Przejście zajmuje tylko kilka minut. Najpierw spacerowaliśmy po historycznym centrum, pełnym wąskich uliczek, sklepików z pamiątkami i tradycyjnych restauracji. Panuje tu typowa atmosfera, którą zauważyliśmy w pozostałych miasteczkach. Minęliśmy kościół św. Jana Chrzciciela (Parrocchia di S. Giovanni Battista) i dotarliśmy do Oratorio di Santa Croce. Nasza córka uwielbia odwiedzać kościoły, więc takie krótkie przystanki zawsze były mile widziane. Zauważyliśmy plac zabaw w niewielkim parku publicznym (Giardino Pubblico) w starej części miasta, ale celowo wybraliśmy inną drogę, aby córka go nie dostrzegła, chcieliśmy mieć pewność, że zdążymy na pociąg powrotny do La Spezii.
Następnie ruszyliśmy wzdłuż Via Fegina, która ciągnie się przez około kilometr w stronę nowej części miasta. Po wyjściu z tunelu atmosfera wyraźnie się zmieniła, pojawiło się więcej przestrzeni. Ta część miasta oferuje długą, piaszczystą plażę, nadmorską promenadę oraz liczne hotele. Monterosso to jedyna wioska Cinque Terre z prawdziwą piaszczystą plażą, co sprawia, że przypomina bardziej klasyczny kurort nadmorski. Ulica Via Fegina prowadzi do słynnego posągu Statua del Gigante. Posąg Neptuna, boga mórz, stoi dumnie na końcu plaży. Zbudowany w 1910 roku, przetrwał zniszczenia II wojny światowej i do dziś pozostaje jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli miasta.
Po drodze minęliśmy mały plac zabaw (naprzeciwko Focacceria Antonio Di Liberatore), gdzie musieliśmy się zatrzymać, aby córka mogła się chwilę pobawić przed podróżą powrotna. W końcu dotarliśmy do stacji kolejowej i wsiedliśmy w pociąg do La Spezii (podróż trwa około 20 minut). To był naprawdę udany dzień. Pogoda była idealna, choć zastanawiam się, jak bardzo zatłoczone muszą być te miasteczka latem, skoro w październiku liczba turystów była wciąż bardzo wysoka (pociąg byl przepełniony). Riomaggiore było zdecydowanie najbardziej oblegane, a zaraz po nim Vernazza. Monterosso oraz Porto Venere wydawały się mniej zatłoczone, być może dlatego, że byliśmy tam wczesnym rankiem i późnym popołudniem, czyli nie podczas najbardziej zatłoczonej części dnia.
Baza wypadowa: La Spezia
Patrząc wstecz, był to intensywny, ale niezwykle satysfakcjonujący dzień. Choć La Spezia często traktowana jest jedynie jako
„brama” do Cinque Terre, samo miasto ma przyjemną, autentyczną włoską atmosferę, z eleganckimi XIX-wiecznymi budynkami i
lokalnymi sklepami.
Jednym z głównych punktów miasta jest zamek Castello di San Giorgio, położony na wzgórzu nad centrum. Kiedy odwiedziliśmy go w
październiku 2025 roku, sam zamek był zamknięty (prawdopodobnie z powodu prac renowacyjnych), ale spacer pod górę był wart
wysiłku choćby dla samej panoramy miasta i zatoki.
Warto również wspomnieć o porcie w La Spezia, promenada Passeggiata Morin to idealne miejsce na spacer, skąd można obserwować
jachty (niektóre wyglądały bardzo ekskluzywnie) i promy odpływające w stronę Cinque Terre.

Subscribe via RSS