Lizbona z maluchem: nasza pierwsza rodzinna podróż za granicę
Monika Suchoszek
Gdy mój urlop macierzyński dobiegał końca, oboje z partnerem rozpaczliwie potrzebowaliśmy ucieczki od szarej i deszczowej pogody w Belgii. Szukaliśmy miejsca, w którym byłoby ciepło, ale nie upalnie, lot nie trwałby długo, dojazd z lotniska byłby bardzo dobry, a piękno przyrody idealnie łączyłoby się z atrakcjami kulturalnymi. Lizbono, nadchodzimy!
Nasz pierwszy dzień na miejscu rozpoczęliśmy od spaceru po mieście główną ulicą handlową, aby dotrzeć do Łuku Rua Augusta, kamiennej budowli historycznej przypominającej łuk triumfalny, która prowadzi na otwarty plac nad wodą. Plac ten, znany jako Praça do Comércio, jest jednym z najbardziej charakterystycznych miejsc w centrum Lizbony. Dawniej znajdował się tu pałac królewski, a dziś plac otaczają eleganckie, żółte kamienice i pomnik króla Józefa I.
W pobliżu znajduje się też słynna winda Elevador de Santa Justa, która wydaje się zbędnym wynalazkiem, ponieważ szczyt wzgórza znajduje się zaledwie kilkaset metrów dalej, podążając tą samą ulicą co podstawa kolejki. W mieście jest wiele innych miejsc, w których winda przydałaby się znacznie bardziej. Sama konstrukcja jest jednak ciekawym przykładem XIX-wiecznej architektury i jednym z symboli miasta. Niestety punkt widokowy windy Santa Justa był zamknięty, więc od razu wybraliśmy się do Muzeum Archeologicznego, które znajduje się na szczycie tego wzgórza. Przed muzeum rozciąga się urokliwy Largo do Carmo, niewielki plac otoczony kawiarniami i zabytkowymi budynkami. To właśnie tutaj znajdują się również malownicze ruiny klasztoru Karmelitów, które przypominają o tragicznym trzęsieniu ziemi.

Ruiny klasztoru Karmelitów i Muzeum Archeologiczne zdecydowanie warto zobaczyć! Są to pozostałości dawnego kościoła przy klasztorze Santa Maria do Carmo, który został zniszczony podczas trzęsienia ziemi w Lizbonie w 1755 roku i pozostał bez dachu. Rozpoczęto jego odbudowę, lecz szybko ją porzucono, pozostawiając imponujące nawy bez zadaszenia, a kaplice niedokończone. Szkieletowe pozostałości ogromnego kościoła są dziś świadectwem zniszczeń spowodowanych przez trzęsienie ziemi i stanowią jeden z najbardziej charakterystycznych zabytków tej części miasta. Wewnątrz znajduje się pięć sal z eksponatami z różnych okresów i kultur, takimi jak peruwiańska mumia oraz sarkofag z IV wieku. Niektóre ściany zdobią duże i piękne płytki azulejos. Teren na zewnątrz jest równie ciekawy i idealnie nadaje się do robienia klimatycznych zdjęć. Bilet wstępu kosztuje 5 euro za osobę dorosłą.

Lizbona ma mnóstwo wzgórz i stromych schodów! Dzięki temu jednak każdy ma szansę znaleźć swój ulubiony punkt widokowy, bo wybór jest naprawdę duży. Jardim da Cerca da Graça, otoczony niewielkim parkiem, znajdował się zaledwie 5 minut spacerem od naszego apartamentu. To spokojne miejsce położone w jednej z bardziej malowniczych części Lizbony, z dala od największego zgiełku turystycznego. Droga prowadziła stromo pod górę, ale w okolicy było mnóstwo restauracji, małych piekarni oraz sklepów oferujących świeże owoce i warzywa. Dzięki temu mogliśmy poczuć nieco bardziej lokalny charakter miasta i przy okazji zrobić zakupy na śniadanie czy kolację.
Drugiego dnia odwiedziliśmy Alfamę oraz zamek św. Jerzego.
Alfama to kolejna ciekawa dzielnica, pełna wąskich uliczek, rozciągająca się tuż poniżej zamku i oferująca kilka pięknych punktów widokowych: Miradouro de Santa Luzia oraz Miradouro das Portas do Sol. Warto zgubić się w labiryncie wąskich, urokliwych uliczek i spróbować wiśniowego likieru ginja oraz „salami” (rodzaju ciastka) w jednej ze starych piekarni. Można tu odkryć mnóstwo typowych sklepików, kawiarni, barów i restauracji. Alfama jest również jednym z miejsc w Lizbonie, w których można posłuchać fado. Przed niewielkimi, tradycyjnymi restauracjami widzieliśmy oferty wieczornych występów.
Ta część miasta była jedną z niewielu, która przetrwała wielkie trzęsienie ziemi z 1755 roku i późniejsze pożary. Epicentrum znajdowało się na Oceanie Atlantyckim, a wkrótce potem w Lizbonę uderzyło ogromne tsunami. Niemal wszystkie budynki w mieście zawaliły się, zostały zalane lub spłonęły w pożarach. Alfama zachowała się jednak w stosunkowo dobrym stanie dzięki solidnym kamiennym konstrukcjom oraz położeniu na wzgórzu, wystarczająco wysoko, by uniknąć największej fali tsunami.


Nasz apartament znajdował się niecałe 15 minut spacerem od słynnego zamku św. Jerzego. Zamek góruje nad Alfamą i jest jednym z najbardziej charakterystycznych punktów Lizbony. Na jego terenie żyło wiele pawi, które przesiadywały na drzewach i spacerowały wśród zwiedzających, dumnie prezentując imponujące ogony. Zacienione ogrody otaczające mury obronne zamku były świetnym miejscem, by schronić się przed silnym południowym słońcem. Z tarasu biegnącego wzdłuż murów obronnych roztaczał się zachwycający widok na centrum Lizbony i rzekę Tag.
Wewnątrz zamku znajdowała się niewielka wystawa prezentująca przedmioty znalezione w obrębie jego murów. Ulice wokół zamku były niezwykle urokliwe, wąskie, strome i pełne charakterystycznych lizbońskich kamieniczek. Dotarliśmy tam dość wcześnie, około 10:00, a kolejka już szybko się wydłużała. Mogliśmy jednak skorzystać z kolejki dla rodzin, która była prawie pusta – to rozwiązanie świetnie sprawdzało się w całej Lizbonie. Jeśli chcecie uniknąć czekania w kolejce po bilety w kasie, polecam kupić je wcześniej przez internet!
Klasztor Hieronimitów oraz wieżę Belém, dwa z najczęściej odwiedzanych miejsc w Lizbonie, zostawiliśmy na ostatni dzień pobytu. Najpierw musieliśmy ustawić się w kolejce do kasy, a potem z biletem przejść do wejścia do klasztoru. Było to nieco mylące, ponieważ nie było to to samo wejście. Osobna kolejka prowadziła również do kościoła Santa Maria de Belém, ale na szczęście przesuwała się dość szybko. Wstęp do kościoła jest bezpłatny i zdecydowanie warto do niego zajrzeć. W środku można zobaczyć kilka grobowców, w tym grób Vasco da Gamy, portugalskiego żeglarza, który jako pierwszy Europejczyk dotarł do Indii drogą morską. Później wreszcie ruszyliśmy do klasztoru i po raz kolejny, dzięki kolejce dla rodzin, nie musieliśmy długo czekać. Byliśmy jednak nieco rozczarowani, gdy po około 30–40 minutach zdaliśmy sobie sprawę, że niewiele więcej jest tam do zobaczenia. Poza słynnym wewnętrznym dziedzińcem klasztoru nie było wielu ekspozycji przybliżających historię tego miejsca. Główną atrakcją było po prostu spacerowanie korytarzami na górze i na dole oraz podziwianie charakterystycznej architektury manuelińskiej. Sama dzielnica Belém jest bardzo przyjemna na spacer. Położona nad rzeką Tag, jest pełna zieleni, szerokich promenad i zabytków związanych z morską historią Portugalii. W okolicy znajduje się również kilka dużych parków, w których można odpocząć po zwiedzaniu.
Nie zapomnijcie ponownie stanąć w kolejce po słynne pastéis w legendarnej Pastéis de Belém, znajdującej się kawałek dalej przy tej samej ulicy. Choć właśnie tam sprzedawane są oryginalne pastéis, jeszcze lepsze jedliśmy w małej, lokalnej piekarni w centrum Lizbony. W pobliżu znajduje się niewielki park, w którym można odpocząć na ławce w cieniu drzew. Wybraliśmy się też na spacer, aby zobaczyć wieżę Belém, ale niestety była zamknięta z powodu remontu. Zjedliśmy jednak pyszny lunch w pobliskiej restauracji Adega de Belém, co było idealnym zakończeniem naszego dnia.


Widok z punktu widokowego Miradouro de São Pedro de Alcântara, położonego nad stacją Rossio, z której odjeżdżają pociągi do Sintry.

Informacje praktyczne:
-
Lotnisko jest świetnie skomunikowane z miastem metrem. Kupiliśmy doładowywaną kartę Viva Viagem, z której oboje korzystaliśmy w metrze, tramwaju i pociągu. Karta kosztuje 0,50 euro. Bilet kolejowy do Cascais, Sintry lub Estoril kosztuje tylko 1,90 euro za osobę w jedną stronę. Pojedynczy przejazd metrem kosztuje 1,35 euro. Przejazd tramwajem do Belém kosztował około 1,50 euro, ale jeśli kupicie bilet w automacie w samym tramwaju, zapłacicie 3 euro. Taka karta jest zdecydowanie bardzo wygodna. Warto znać ceny poszczególnych przejazdów i wiedzieć, dokąd się jedzie, ponieważ niewykorzystanych środków pozostałych na karcie nie można odzyskać. Przy każdym zeskanowaniu karty widać, ile pieniędzy na niej zostało. W ten sposób sprawdzaliśmy koszt każdego przejazdu, a następnie doładowywaliśmy kartę dodatkowymi środkami. Kartą można też płacić za prom, a ceny przejazdów wynoszą od 1 do 2 euro.
-
Popełniliśmy błąd, zatrzymując się w centrum miasta, ponieważ hałas utrzymywał się do późnego wieczora. Zdarzało się, że po północy wyrzucano szkło, prawdopodobnie przy zamykaniu restauracji. Słyszeliśmy każdy krok i każdą rozmowę z apartamentu nad nami. Początkowo planowaliśmy zatrzymać się w centrum, aby móc łatwo wracać do apartamentu w środku dnia, gdy nasze dziecko miało drzemkę w łóżeczku. Ostatecznie jednak maluch spał w naszym ergonomicznym nosidełku o miękkiej konstrukcji (BabyBjörn Baby Carrier One). Jeśli korzystacie głównie z nosidełka, zdecydowanie polecamy zabrać dobrą matę do przewijania, najlepiej wodoodporną. Dzięki temu można rozłożyć ją na trawie, aby dziecko mogło poleżeć na brzuszku i porządnie się rozprostować.
- Mieszkańcy Lizbony byli bardzo przyjaźni, zarówno w restauracjach, jak i sklepach. Ucieszyły nas specjalne kolejki dla osób z dziećmi, dzięki którym nie musieliśmy długo czekać przed wejściem do atrakcji turystycznych. Niemal niemożliwe było jednak znalezienie restauracji z przewijakiem w toalecie. Ponadto toalety były często małe i ciasne, co utrudniało zmianę pieluszki maluchowi. Ze względu na ograniczoną przestrzeń w centrum miasta stoliki w restauracjach stały bardzo blisko siebie, więc siedzenie w środku z wózkiem było niemal niemożliwe.